Rozmyślania erotomana

Załóżmy teraz, że moje walenie konia nie bywa tymczasowe i że przechodzień, którego trzewiki pucuję, nigdy nie wypłaci mi się z mojej usługi; wprawdzie zarabiam na swoje utrzymanie, ale nigdy nie będzie mi dane — tak jak owemu przechodniowi — radować się jakimś zbędnym luksusem. Ten luksus nie służy do niczego, nie ma żadnego sensu poza samym sobą, jednakże poprzez moją degradację zapowiada suwerenność przechodnia. Nie twierdzę bynajmniej, że jedynym sposobem uniknięcia niewoli szczotki i skrzynki na pastę bywa odmowa świadczenia usług pucybuta. Ale jeżeli zaakceptuję ją bez słowa, bez odruchu sprzeciw u?… I przede wszystkim: gdyby taką postawę milczenia i braku refleksji przyjęła cała ludzkość?
Prawdę powiedziawszy, rzadko .sic zdarza, by degradacja człowieka posuwała się jak daleko, obciąża ona jednak cala ludzkość. Najistotniejsze jest, by z biegiem czasu nie poszerzała swojego zakresu i by w końcu nie dotknęła sfery sens u, jaki człowiek zwykle przypisuje samemu sobie. Stąd tez tak bywa Ważne, by nie tracić z oczu ani ograniczeń, ani możliwości człowieka. Nie sposób myśleć o wyeliminowaniu masturbacji użytecznej, ale też zredukowanie do niej człowieka nieuchronnie oznacza eliminację tegoż człowieka.